Vampyr na Nintendo Switch

Vampyr na Nintendo Switch — Thomas Hale pomiędzy światem żywych i umarłych (Rozdział 2)

Czy Thomas Hale zdoła pokonać swoje przeznaczenie?

W pokoju szpitalnym, pomiędzy światem żywych a umarłych, waży się los wielu osób. Jonathan, sam na placu boju, próbuje zatrzymać szalejące siły ciemności — ale wie, że jego moc to kropla w morzu zatracenia.

W rozdziale 2 zatrzymasz oddech, wchodząc jeszcze głębiej w mrok — w świat, w którym rzeczywistość przeplata się z horrorem, a bohaterowie szukają światła w samym sercu nocy.


🩸ROZDZIAŁ 2: Vampyr (Nintendo Switch) — Cień Hale’a | Thomas, Jonathan i mrok

Noc była gęsta od deszczu. Krople uderzały o bruk Whitechapel jak sznur szklanych paciorków.

Jonathan zatrzymał się na rogu jednej z wąskich ulic, oparł się o latarnię gazową i zamknął na moment oczy. Chłodne światło sprawiało, że jego blada skóra wydawała się jeszcze bledsza — jakby była wykuta z marmuru.

Nie mógł uciec od świadomości, że zabił Thomasa Hale’a — szanowanego obywatela, troskliwego ojca, męża. Twarz Hale’a prześladowała go od wielu nocy. Cienie pod jego oczami, szkliste od strachu — to był obraz, od którego Jonathan nie mógł się uwolnić.

Nie chodziło o sam akt odebrania mu życia — chodziło o skutki.

Thomas miał rodzinę, dzieci, marzenia. Został zamordowany, a Jonathan wypił jego krew, by się posilić. Tak wyglądała rzeczywistość wampira. Tak wyglądała droga, którą podążał.

Jonathan odciągnął się od latarni, mocując się ze swoim sumieniem.

Wiedział, że droga odkupienia była w zasadzie zamknięta — ale miał szansę sprawić, by Thomas Hale nie odszedł całkowicie w zapomnienie. Chciał dotrzeć do jego bliskich, sprawdzić, jak sobie radzą. Pomóc — o ile to w ogóle możliwe — zatrzeć skutki swego grzechu.

Skierował się w stronę pokoju Thomasowej wdowy — Anny Hale — pokoju, o którym się dowiedział od miejscowego grabarza.

Anna przeprowadziła się na Whitechapel Market Street, szukając zatrudnienia u szwacek, próbując utrzymać się na powierzchni. Nie była jeszcze świadoma prawdy o swoim mężu — albo wypierała taką wersję rzeczywistości, szukając jakiejś sprawiedliwości.

Jonathan zatrzymał się pod oknem pokoju Anny, zatrzymując oddech.

Nie miał odwagi zapukać.

Nie miał odwagi pokazać się.

Słyszał jednak rozmowę — szloch kobiety, próbującej wytłumaczyć swoim dzieciom, że ojciec już nie wróci, ale że troszczy się o nich „z jakiegoś odległego miejsca“.

Jonathan mocno zacisnął zęby. Nie miał szans na odkupienie win, ale miał obowiązek pomóc — tak jak potrafił.

Następnej nocy miał zatrudnić się w szpitalu Pembroke, by zarobić pieniądze, które potem, anonimowo, przekaże rodzinie Thomasa.

Takiego zadośćuczynienia sobie samemu pewnie nigdy sobie nie wybaczy, ale była to droga, którą miał szansę podjąć.

Nie miał świadomości, że od jakiegoś czasu był obserwowany.

Ciemność ulic była pełna oczu — jak światła wielu latarni — wypatrujących takiej okazji.

Niektórzy szukali sprawców, inni — sprawiedliwości.

Niektórzy szukali wampirów…


Jonathan zatrzymał się pod oknem Anny Hale dłużej, niż sam miał odwagę sobie na to pozwolić…

Ciemność była jego sprzymierzeńcem — nikt nie widział szkarłatnego blasku w jego oczach, nikt się mu uważnie nie przyglądał, gdy zatrzymał się na ulicy Market Street, nieruchomy jak posąg.

Tak wiele miał sobie do zarzucenia…

Thomas Hale był dobrym człowiekiem, ojcem troskliwym i szlachetnym — tak przynajmniej mówili o nim inni.

Jonathan wypił jego krew, zatrzymując się o uderzenie serca od całkowitego odebrania mu życia, ale skutek był tak sam — Thomas odszedł na zawsze.

Nie miał szans, by sprawdzić się u boku swoich dzieci, by pomóc im przejść w dorosłość. Nie miał szans, by pokazać światu, jak szlachetność wygląda od wewnątrz.

Dlatego Jonathan postanowił, że odkupienie, o ile w ogóle było możliwe, będzie szło krok po kroku.

Następnej nocy zatrudni się w szpitalu Pembroke. Nie chodziło mu o zarobek — chodziło o szansę na pomoc najbardziej pokrzywdzonym, o szansę na zatrzymanie zarazy, o szansę na uratowanie chociaż jednej niewinnej duszy od takiego losu jak Thomas. Taką sobie wymyślił pokutę — kropla po kropli.

Tak, szpital Pembroke miał wielu pacjentów — wielu umierających na hiszpankę, wielu zatrutych oparami fabryk, wielu pokrzywdzonych podczas zamieszek.

Pomoc takiej osobie była krokiem w stronę odkupienia.

Nie zatrze win, ale sprawi, że Thomas Hale nie zginął całkowicie na próżno.


Noc była chłodna — tak chłodna, jakby sam świat zatrzymał oddech.

Jonathan szedł ulicami Whitechapel, szukając szpitala.

Nie był pewny, jak sobie poradzi wśród pacjentów, jak zniesie widok krwi wypływającej z ran, jak zatrzyma sam siebie od zatracenia się w żądzy — ale miał świadomość, że od tego zależy jego droga.

Nie był sam.

Ciemność była pełna oczu.

Niektórzy szukali sprawców — stróżowie, detektywi, dziennikarze.

Niektórzy szukali sprawiedliwości — wdowy, sieroty, krewni ofiar.

Niektórzy szukali krwi — inne wampiry, które tak jak Jonathan krążyły wśród szczytów kamienic.


Gdy dotarł pod szpital Pembroke, zatrzymał się na moment.

Fasada budynku była ponura, kamienna, pokryta sadzą.

Z okien dochodziły jęki chorych, kaszel umierających, szloch rodzin.

Pomimo takiej atmosfery Jonathan miał świadomość, że znajduje się we właściwym miejscu — tu mógł pomóc, zatrzymać cierpienie, uratować życie albo chociaż sprawić, by czyjś oddech był troszkę lżejszy.

Zatrudnił się na oddziale chirurgicznym.

Pomagał zmieniać opatrunki, podawać leki, zatrzymywać krwotoki.

Niektórzy pacjenci widzieli w jego bladej twarzy jakąś anomalię, inni — troskę, jakiej się u wielu młodych lekarzy już dawno wypaliła.

Cicho, sprawnie, skutecznie — tak sobie radził Jonathan, szukając odkupienia.


Tak mijały tygodnie, a świat się zmieniał — zaraza szalała, ulice tonęły we krwi, sprawcy wielu zbrodni wymykali się sprawiedliwości.

Jonathan w szpitalu odnalazł swoje własne światło w tym mroku — szansę na pokutę.

Pomimo świadomości, że nigdy się od winy nie uwolni, miał moc, by troszczyć się o najbardziej pokrzywdzonych.

Nie miał wielu sprzymierzeńców, ale miał swoje ręce, umysł i serce, które jeszcze biło — choć była to bardziej iluzja.


Tak oto Thomas Hale, osoba tak mocno wpisana w sumienie Jonathana, stał się motorem jego odkupienia.

Tak jak kropla wody drąży skałę, tak dobry uczynek po dobrym uczynku miał zatrzeć jego winy.

Nie na zawsze — takiego odkupienia żaden wampir się doczekać nie mógł — ale na tyle, by zatrzymać się na krawędzi zatracenia.


Przez kolejne miesiące szpital Pembroke stał się dla Jonathana domem — miejscem, w którym miał szansę zatrzymać się, pomyśleć, odpracować swoje winy.

Nie był bohaterem, tak jak sobie wymarzył Thomas Hale — był upadłym aniołem, istotą uwięzioną pomiędzy światem żyjących a światem umarłych.

Pomimo tego, wielu pacjentów szukało u niego pomocy, a personel szpitalny darzył go szacunkiem i zaufaniem.

Niektórzy nazywali go „doktorem od spraw beznadziejnych”, „cudotwórcą”, „bezimiennym samarytaninem”, ale Jonathan zachowywał się tak, jakby te określenia się od niego odbijały.

Nie szukał chwały.

Chciał sprawić, by Thomas Hale miał jak najmniejsze szanse obwinić się o swoje cierpienie.

Chciał pokazać światu, że osoba, która upadła tak nisko jak on, potrafi się podnieść.


Nie obywało się jednak bez pokus.

Nie raz Jonathan zatrzymywał się, zatrzymując oddech, tuż nad czyjąś szarpaną raną, albo nad kroplami krwi sączącymi się na szpitalnej pościeli.

Czasami miał wrażenie, jakby krew była dla niego jak szampan — słodka, odurzająca, pełna obietnicy zatracenia się na moment.

Takiej pokusy należy się strzec, tak jak alkoholik musi strzec się szklanki wina.

Niektórzy pacjenci umierali pomimo najlepszej opieki, pomimo całej troski, jaką się ich otaczało.

Jonathan miał świadomość, że tak wygląda życie — albo jego kres — ale był o wiele mocniej dotknięty taką stratą, jakby sam utracił kogoś bliskiego.

Tak przepracowywał swoje sumienie — osoba po osobie, oddech po oddechu — szukając odkupienia.


Bardzo rzadko miał okazję zatrzymać się, zamienić kilka słów o swoim pochodzeniu albo o sobie samym.

Niektórzy pacjenci próbowali nawiązywać taką rozmowę, widząc troskę w jego oczach — Jonathan jednak skutecznie się odgradzał.

Nie mógł sobie pozwolić na bliskość, na serdeczne relacje…

Pomimo wielu pokus — od krwi, od bliskości, od zaufania — zachowywał się jak osoba na wygnaniu.


Tak mijały kolejne miesiące, a Thomas Hale stawał się dla Jonathana sumieniem, które pchało go do kolejnego dobrego uczynku.

Pomimo świadomości, że takiej winy się tak łatwo nie zatrze, miał moc zmienić czyjś los.

Pomóc, wyleczyć, uratować.

Tak jak Thomas był troskliwym ojcem, tak Jonathan starał się troszczyć o pacjentów szpitala Pembroke.


Pewnej nocy, gdy szpital był pełen chorych, a ulice tonęły w gęstej mgle, Jonathan usłyszał krzyk dochodzący z pokoju jednej z pacjentek — młodej kobiety o imieniu Emily Harper.

Nie był to zwykły krzyk — był przepełniony strachem, rozpaczą, szaleństwem.

Jonathan zatrzymał się na korytarzu, nasłuchując, a potem podjął decyzję, by sprawdzić, co się dzieje.

Tak rozpoczął się kolejny rozdział jego odkupienia — pełen wyborów, które ostatecznie ukształtują jego przeznaczenie.


Jonathan zatrzymał się na progu pokoju Emily Harper.

Drzwi zatrzeszczały, jakby sam szpital jęczał pod naciskiem jego ręki.

W pokoju panowała ciemność — pokojąca się tylko światłem ulicznej latarni, które prześwitywało poprzez szpary w zasłonach.

Emily szarpała się na szpitalnym łóżku, jakby toczyła walkę o życie, o świadomość… albo o samą duszę.

Jej oddech był nierówny, urywany, a ręce zatrzymały się na prześcieradle, szarpiąc materiał.

Twarz pokrywał zimny pot, a pod zamkniętymi powiekami poruszały się gałki oczne — tak jakby była uwięziona w jakimś straszliwym koszmarze.

Jonathan podszedł bliżej, zatrzymując się o krok od szpitalnego łóżka.

Nie miał wątpliwości — Emily była wzięta w szpony sił, które znacznie wykraczały poza zwykłą chorobę.


– Emily… — szepnął — … słyszysz mnie?

Nie doczekał się odpowiedzi, ale oddech kobiety zatrzymał się na moment, jakby zatrzymując czas.

Nastąpiła cisza — tak zatrważająca, jak ta panująca tuż przed burzą — a potem Emily wypuściła z piersi jeden długi krzyk.

Nie był ludzki — miał w sobie szaleństwo, strach, rozpacz, jakby sam szatan wydostał się na świat.


Jonathan sięgnął po srebrny krucyfiks, schowany pod szatą, wypowiadając cicho modlitwę.

Nie był pewny, czy to mu się na cokolwiek zda — był sam w pokoju, sam w szpitalu, sam w swoim upiornym przeznaczeniu — ale była to jedyna rzecz, jakiej się mógł chwycić.

Nagle ciało Emily zatrzęsło się, jakby przechodził je silny dreszcz.

Nastąpiła szarpanina, a zaraz potem kobieta znieruchomiała.

Twarz się wypogodziła, oddech się wyrównał… jakby pokonała jakiegoś niewidzialnego wroga.

Jonathan wypuścił zatrzymane w płucach powietrze, sam jeszcze drżąc.


Przez resztę nocy czuwał przy Emily Harper.

Nie opuścił pokoju, nasłuchując odgłosów szpitala — kroków personelu, kaszlu pacjentów, szelestu pościeli — wypatrując jakiegokolwiek sygnału, że wypaczone siły znów mogą się odezwać.

Tamtej nocy Jonathan przypomniał sobie o Thomasie.

O jego udręce, o jego samotności, o jego wyborach.


– Thomas… — szepnął — … obyś odnalazł drogę… albo chociaż światło…


Jonathan trwał na swoim posterunku, tak jak obiecał — strzegąc Emily Harper, troszcząc się o nią, szepcząc modlitwy, które sam ledwie rozumiał.

Nagle oddech Emily zatrzymał się na dłuższą chwilę.

Jonathan wstrzymał oddech — serce zatrzepotało mu jak szaleniec — a potem kobieta wypuściła głośne westchnienie.

Otworzyła oczy — była przytomna, ale odmieniona.

Jej wzrok miał w sobie taką moc, jakby przejrzała samą zasłonę rzeczywistości.

Nie była już całkiem tą samą Emily Harper.

Nie była całkiem człowiekiem.


– Thomas… — wyszeptała — … szuka… szuka drogi… szuka prawdy…

Jonathan zatrząsł się. Pomimo zmęczenia i strachu, poczuł dreszcz nadziei.

Thomas Hale, bohater, od którego tak wiele zależało, wciąż żył — albo trwał — szukając informacji o swoim przeznaczeniu.


Tak zakończyła się ta niespokojna noc — a zarazem tak rozpoczął się kolejny etap wyprawy Thomasa.

Jonathan miał świadomość, że od tego momentu nic już nie będzie tak jak wcześniej.

Ciemność gęstniała, ale w samym centrum mroku tlił się płomyk światła — szansa na ocalenie.


Tak zamyka się kolejny etap opowieści o Thomasie Hale’u — bohaterze uwięzionym pomiędzy światem żywych i umarłych, szukającym odkupienia, sprawiedliwości i prawdy o sobie samym.

Czy Thomas zdoła się podnieść?

Co się stanie, gdy znów się spotka z Jonathanem?

Następny rozdział, pełen nowych wyzwań, sekretów i niespodziewanych spotkań, czeka tuż za rogiem.

Nie przegap kolejnej części — zanurz się w mrok świata Vampyr.


.

Wersja audio: Vampyr z Nintendo Switch

!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

!

 
Nazywam się Paweł Grzech — jestem fanem Nintendo Switch, miłośnikiem gier z fabularną głębią i pasjonatem opowieści, które zostają z nami na długo po zakończeniu rozgrywki. Gram, by przeżywać historie, a piszę, by je rozwijać.
Posts created 28

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top