Vampyr nintendo rozdzial10

Rozdział 10: Ostatni Szept Cienia – Vampyr z Nintendo Switch

Miasto, które nie śpi, tylko krwawi…

Londyn pogrążył się w ciszy, jakby cała metropolia wstrzymała oddech.

Mgła zawisła nisko nad dachami, wdzierając się w opustoszałe ulice, gdzie nawet szczury przemykały szybciej niż zwykle.

Na granicy dzielnic East End i Whitechapel czas zwolnił — tu właśnie Thomas Hale, niegdyś lekarz, dziś… coś więcej i coś mniej, zakończył kolejny samotny patrol.

Z jego płaszcza skapywała krew. Nie była to krew wroga. Ani przypadkowej ofiary. To była krew jego sumienia — brudna, lepka i obciążona wyrzutami.

Ale coś się zmieniło. W tej krwi nie czuł już wstydu. Tylko potęgę.


Vivienne…

Vivienne Harper czekała na niego w kryjówce nad brzegiem Tamizy — zrujnowanym teatrze, który niegdyś grał sztuki Szekspira, a teraz był areną dla przedstawienia znacznie bardziej brutalnego.

Kiedy Thomas wszedł, spojrzała na niego z mieszaniną ulgi i przerażenia.

— Znowu zabijałeś. — Jej głos był cichy, ale twardy.

— To była obrona — odparł, nie patrząc jej w oczy.

Vivienne przysunęła się bliżej, zauważając nową bliznę na jego szyi, świeżo zaleczoną przez wampirzą regenerację.

— Obrona nie zostawia śladów mocy na duszy — powiedziała, dotykając jego piersi. — Thomas… ty się zmieniasz. Serce Noctis działa, ale nie tak, jak przypuszczaliśmy. Jego siła… niszczy cię od środka.

— Może właśnie tego potrzebuję — odpowiedział. — Siły. Nie słabości. Nie wątpliwości. Tylko siły, by zniszczyć Czerwony Krąg raz na zawsze.


Między potęgą a zatraceniem…

W głębi jego duszy coś już pękło.

Serce Noctis — starożytna relikwia z czasów pierwszych wampirów — dawało mu dostęp do mocy, której nie kontrolował.

Coraz częściej widział wizje. Słyszał głosy przeszłości, czuł głód, który nie kończył się po jednej ofierze.

Thomas wiedział, że krąg go obserwuje.

Nie mogli już wrócić do posiadłości Vivienne — tam czyhają ludzie Eliaszy, chcący pomścić śmierć przywódczyni. Teraz polowanie stało się osobiste.

— To ja teraz jestem ich celem — powiedział Thomas, wpatrując się w drgające światła latarni. — Ale nie zrozumieli jednej rzeczy. Ja też potrafię polować.

Vivienne wzdrygnęła się.

— Nie jesteś jednym z nich, Thomas. Przypomnij sobie, po co zacząłeś tę drogę. Twoja żona. Twoje dzieci. Twoje człowieczeństwo!

Thomas uśmiechnął się gorzko.

— Moja żona nie wie, że istnieję. Moje dzieci nie pamiętają mojego głosu. Moje człowieczeństwo? Może już dawno oddałem je temu, kto stworzył mnie w ciemności.


Zdrada duszy…

Wieczorem przyszła konfrontacja. Vivienne próbowała odejść. Nie mogła patrzeć, jak jej towarzysz, ten sam, który uwolnił ją z rąk Czerwonego Kręgu, stacza się w przepaść.

— Jeśli jeszcze raz użyjesz Noctis, nie zostanie z ciebie nic. Tylko pustka. Nie pozwolę ci dalej zabijać.

— A kto mnie powstrzyma? Ty? — Thomas odwrócił się. — Ty i twoje zasady? Twoja litość sprawi, że zginą setki. Moja siła ocali tysiące.

— Nie ty decydujesz o tym, co znaczy ocalenie.

I wtedy to się stało. Thomas sięgnął po moc relikwii. Nie by się bronić. Ale by zaatakować.


Pojedynek, którego nikt nie chciał….

Ogród zimowy przypominał szklaną katedrę. Martwe pnącza oplatały pozostałości marmurowych łuków, a księżyc zaglądał przez popękane tafle szkła. W powietrzu unosiła się cisza, nabrzmiała od niewypowiedzianych słów.

— Thomas, proszę cię… — Vivienne stała naprzeciwko niego, z wyciągniętą ręką. — Jeszcze nie jest za późno.

— Już za późno — odparł lodowato. — Nie widzisz? Twoja droga prowadzi tylko do słabości. Twoje ideały nie uratowały Londynu. Ja go uratuję. Po swojemu.

Vivienne zrobiła krok w tył. Jej oczy, dotąd spokojne, rozbłysły czerwonym światłem.

— Nie pozwolę ci na to. Nie tym kosztem.

Serce Noctis zabiło w piersi Thomasa jak dzwon. Poczuł przypływ mocy. Jego sylwetka otoczona była cieniem, który wił się niczym macki. Ruszył pierwszy. Złowrogo, brutalnie.

Vivienne uskoczyła w bok, tworząc z powietrza ostrze cienia i odbijając pierwszy cios. Echo metalu rozbrzmiało w ruinach jak wyrok.

— Zawsze byłaś zwinna — syknął Thomas — ale teraz nie wystarczy ci sprytu.

W jednej chwili wybił się w górę, rozbijając szkło nad nimi. Spadał jak pocisk, rozbijając podłoże. Vivienne uniknęła o włos, ale odłamki przebiły jej ramię. Krew kapała na marmur.

— Nie chcę cię zabić! — krzyknęła.

— A ja już nie wiem, czego chcę — ryknął Thomas i uderzył ponownie.

Walili w siebie jak bogowie wojny. Każdy cios niósł więcej niż fizyczny ból — był ciosem w przeszłość, w zaufanie, w wspólną historię. Vivienne przywołała mroczne echo — sobowtóra z cienia, który zaatakował Thomasa od tyłu. Ten złapał widmowego przeciwnika za gardło i zmiażdżył go w ułamku sekundy.

— Nie powstrzymasz mnie iluzją!

Vivienne w odpowiedzi wezwała noc. Cała przestrzeń wokół nich zaczęła wirować — jakby czas zwalniał, a powietrze gęstniało. Thomas zatoczył się, czując jak jego ruchy stają się ociężałe. Magia Vivienne wiązała go jak pajęczyna.

Ale wtedy… sięgnął głębiej. Po moc, której nie powinien był dotykać. Serce Noctis zapłonęło niczym czerwony klejnot w ciemności. Z jego ciała wyrwała się fala uderzeniowa, która zmiotła całą iluzję.

Vivienne upadła na kolana.

— Thomas… to już nie ty…

— Właśnie jestem sobą — szepnął.

Podniósł ją za szyję. Ich spojrzenia spotkały się ostatni raz. I przez sekundę — może dwie — w jego oczach znów była nadzieja. Może gdyby wtedy przemówiła… Może gdyby wyciągnęła dłoń…

Ale nie zdążyła.

Cios był szybki. Cichy.

Vivienne osunęła się na zimny marmur.

Nie umierała krzycząc. Umierała patrząc. Do samego końca wierzyła, że Thomas wróci.

Ale nie wrócił.


💔 Koniec rozdziału… i coś więcej

Vivienne Harper była ostatnią kotwicą, która trzymała Thomasa Hale’a przy resztkach człowieczeństwa.

Gdy upadła, nie tylko jej ciało zniknęło w mroku — ale i ostatni płomień w duszy Thomasa.

To nie był zwykły pojedynek.

To była walka serca z ciemnością.

Przyjaźń z potworem, który czaił się zbyt długo.

I choć miecz zadał śmiertelny cios, to decyzja padła znacznie wcześniej — w sercu, które przestało wierzyć, że może być jeszcze dobre.

Vivienne nie krzyczała, nie błagała.

Wiedziała, że przegrywa nie tylko z Thomasem, ale z mocą, którą ten wybrał.

Jej ostatni wzrok był nie oskarżeniem, ale… przebaczeniem.

Thomas Hale przekroczył granicę, której sam przysiągł nigdy nie przekroczyć. I nie ma już powrotu.

Nad miastem znów zapanowała cisza.

Thomas stał sam w zgliszczach. Jego oczy nie były już ludzkie. Biła z nich czerń nienawiści i żalu.

Nie był już lekarzem.

Nie był już człowiekiem.

Był… czymś więcej.

Był zagrożeniem.


🕯️ Zakończenie tomu pierwszego

Tak oto kończy się pierwszy tom opowieści o Thomasie Hale’u — lekarzu, który próbował ocalić świat, zanim sam uległ własnym demonom.

Jego droga rozpoczęła się w cieniu szpitalnych korytarzy, gdzie walczył o życie innych… ale w miarę jak mrok pochłaniał Londyn, również i on zaczynał gubić siebie.

W finale tej części nie ma zwycięzców — są jedynie rany, które będą krwawić dalej.

Thomas przekroczył granicę, której przysiągł nigdy nie przekroczyć.

I choć Vivienne walczyła o jego duszę do samego końca, to właśnie jej śmierć może stać się początkiem czegoś nowego… lub ostatecznym końcem wszystkiego.

Ale to jeszcze nie koniec historii.

Bo zło, które się obudziło, dopiero zaczyna mówić.


☕ A jeśli czujesz, że ta opowieść poruszyła coś w Tobie…

Postaw mi kawę na buycoffee.to/game-fiction – to drobny gest, który ma wielką moc.

W końcu nawet wampiry czasem potrzebują kofeiny (albo przynajmniej uznania 😉).

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Nazywam się Paweł Grzech — jestem fanem Nintendo Switch, miłośnikiem gier z fabularną głębią i pasjonatem opowieści, które zostają z nami na długo po zakończeniu rozgrywki. Gram, by przeżywać historie, a piszę, by je rozwijać.
Posts created 28

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top